Na kawki zawsze można liczyć

O świcie wyszłam sobie połazić po kniejach z nadzieją, że spotkam tego  pięknego ptaszka, który pewnego dnia usiadł na przyszkolnym ogrodzeniu. Nie usiadły też dwie sójki na jednej gałęzi brzozy i, jak się nie raz zdarza podczas mojego marszu z kijkami,  nie wyszły mi na spotkanie. To obrazki z przed kliku dni. Dlaczego takie piękne zdarzają się tylko wtedy, kiedy ich nie szukam?  Za to na kawki zawsze można liczyć.





Komentarze

  1. Kawki też są fotogeniczne i warto je pokazywać.
    Pozdrawiam Tereniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Jolu. ........:) .
      Pozdrawiam Jolu niedzielnie. :) .

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. W tym roku jakoś mniej, a zawsze ich było pełno.

      Usuń
  3. To taka tajemnica piękna, Tereniu, że zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Asiu..... I pozostają piękne wspomnienia marszowe. :) .

      Usuń
  4. Ładniejsze od gołębi te kawki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od niektórych na pewno.

      Usuń
    2. I od kaczek też (niektórych)...

      Usuń
    3. I od niektórych niektórych. hihihihi

      Usuń
  5. Dla mnie te ptaki to wszystkie podobne, ale może dzięki Tobie nauczę się je rozróżniać ;-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu dzięki blogowaniu chociaż trochę zaczęłam je odróżniać. Kiedyś byłam przekonana, że to wrony.

      Usuń
  6. Zawsze można na nie liczyć... Zwłaszcza o 4.00 rano, kiedy człowiek chce pospać... Ale dobra, też mają prawo do życia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jakoś nie kraczą pod oknem a na prawdę jest ich duuużo.

      Usuń
  7. Też mam je codziennie pod oknem, ale na wsi mam też bociany, kosy i stada szpaków. Wszystkie ładne i zajmujące, gdy poobserwować dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bocian to rzadkość. Jakiś czas temu spacerował po parku, ale akurat nie byłam tam z racji szukania piękna. :) .

      Usuń
  8. Na moim osiedlu też oczywiście mieszkają i czasami słyszę je będąc w łazience - chyba do wentylacji wchodzą... A ostatnio widziałam, jak kot wypadł z balkonu skacząc za kawką (miał ochotę na śniadanko). Ostatnio jak byłam na spacerze i bez aparatu, to dwie sarenki do mnie podeszły, aż się wystraszyłam, czy z nimi wszystko OK, bo spodziewałabym się bardziej, że czmychną na mój widok, zamiast przyglądać się z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaju musiałaś czymś je oczarować. ;) .

      Usuń
  9. Zawsze masz jakieś miłe spotkania....
    :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kosztele mój smak dzieciństwa

Odpuściłam kijki

Już 4 zjadłam