26.06.2017

Skończyło się włóczenie po Warszawie

Skończyło się włóczenie po Warszawie. Było wczesne przedpołudnie, ja w autobusie 523 bez biletu, kierowca chce gotowe pieniądze, młoda dziewczyna mi rozmienia i za chwilę proponuje pomoc w zakupie biletu w automacie: nie będzie pani stratna 80 gr. Wszystko to wprowadza mnie w dobry nastrój i coś tam mówię żartobliwie...., a ktoś z pasażerów się odzywa: "No widzi pani, ile to zabawy przy jednym bilecie". Jest już inny dzień. Jestem wcześniej, odwiedziny na bloku operacyjnym dopiero od 16. Wchodzę więc do chyba baru,  za chwilkę piję już kawę, a wszystko co przytargałam ze sobą z Ciechanowa, m.innymi nowiutką w kratkę w dolnej jej części parasolkę, taką dużą, nieskładaną, położyłam tuż obok na podłodze.  Z  za chmur wychodzi słońce, wychodzę i ja, do 16 jeszcze trochę, siadam więc na ławce, fontanna piękna, ale zaraz orientuję się, że nie ma ze mną parasolki. Biegnę tam do tego baru, rozglądam się, patrzę na ten stolik, patrzę na podłogę, ale mojej ulubionej, pasującej do jednej ze spódnic, parasolki nie ma. Pani za ladą wzruszyła tylko ramionami na moje, czy może ktoś.......
Że też mnie pokusiło ją ze sobą wziąć. Kupiłam już sobie składaną, całą czerwoną, a co. 😏 .
Najważniejsze jednak, że z moim mężem, jak na razie, jest wszystko w porządku.

15.06.2017

Ostatnio włóczę się, ale nie po kniejach.

Ostatnio włóczę się  po Warszawie. No może za dużo powiedziane, bo w zasadzie to tylko dwa miejsca są w moim zainteresowaniu. Klinika na Szaserów i Dworzec Zachodni. I tu się zatrzymajmy. Nie wiedziałam, że tam w okienkach kasowych siedzą takie fajne panie, no może tylko jedna pani, nie sprawdzałam. 😏 . Zamotałam się trochę wczoraj i za nic w świecie nie mogłam znaleźć kasy od Kolei Mazowieckich. Podeszłam więc do okienka kasowego. A tam za szybą siedziała starsza pani, aż się zdziwiłam, taka starsza. Pomyślałam sobie, że pewnie emerytka dorabia. Grzecznie ją pozdrowiłam i pytam się o tę kasę.... Pani na mnie spojrzała niezbyt przychylnie i zaczęła mi coś mówić, coś pokazywać, nie bardzo ją rozumiałam, czy raczej słyszałam, więc zadałam pytanioodpowiedź 😀, a to tam muszę przejść?  Pani za szybką zrobiła dziwną minę i rzekła: "No nikt pani nie przewiezie". A jaka miała minę, nie jestem w stanie opisać. Odpowiedziałam na to, że ja to z prowincji to tak czasami gadam dziwne rzeczy i poszłam sobie, nie słuchając już co mi odpowiedziała.  Jadąc  do Ciechanowa, tym razem autobusem, tak sobie rozważałam, dlaczego ta pani była tak niemiła? Czy już nie powinna występować w takiej roli, czy może miała zły dzień, a może, jak spojrzała na mnie, to się zdenerwowała...... ?  Uchodzę za ciepłą osobę, ale może wczoraj tam w Warszawie na Dworcu Zachodnim przy jednej z kas chłodem ode mnie powiało? 😏😁😁😁 . Jeżeli wszystko dobrze pójdzie w sobotę z moim mężem,/a tak przy okazji, trzymajcie kciuki/ to jeszcze trochę się tam poszwędam po naszej pięknej Stolicy. Ciekawe, jakich jeszcze"fajnych" ludzi spotkam na swojej drodze?

09.06.2017

Spotkałam go

Wczoraj około 6.00 w parku Marii Konopnickiej coś mi mówiło, a wejdź jeszcze do tego drugiego, tam też mieszkają piękne ptaki. Ale ptaki tym razem gdzieś się pochowały. Słyszałam tylko wysoko w konarach drzew, albo w budkach,  ich śpiew. Kiedy opuszczałam ten piękny kawałek przyrody, podziwiając odbicie drzew w rzece Łydyni, dostrzegłam go. Nie macie pojęcia, jak się cieszyłam.  Wcześniej słyszałam, że tylko późnym wieczorem można liczyć na takie spotkanie. Miałam szczęście. To było moje pierwsze spotkanie na żywo z bobrem.






04.06.2017

Na kawki zawsze można liczyć

O świcie wyszłam sobie połazić po kniejach z nadzieją, że spotkam tego  pięknego ptaszka, który pewnego dnia usiadł na przyszkolnym ogrodzeniu. Nie usiadły też dwie sójki na jednej gałęzi brzozy i, jak się nie raz zdarza podczas mojego marszu z kijkami,  nie wyszły mi na spotkanie. To obrazki z przed kliku dni. Dlaczego takie piękne zdarzają się tylko wtedy, kiedy ich nie szukam?  Za to na kawki zawsze można liczyć.





01.06.2017

Pierwsze i bardzo smaczne

Nie zawsze te pierwsze truskawki nam smakowały. Te dzisiaj kupione pierwszy raz w tym sezonie były bardzo smaczne, a zapach rozchodził się po całym mieszkaniu, więc mam nadzieję, że wszystko z nimi w porządku. Nie wierzę, że nie sypane, ale staram się wierzyć, że ten ktoś zachował karencję. Przynajmniej tak twierdzi pani, która sprzedaje ten piękny, zdrowy i smaczny owoc w swojej branie tuż obok pobliskiego marketu.

Zapewne wiecie, że truskawki to owoc, który warto jeść. Ponieważ przypominania nigdy dość, więc choć trochę napiszę o jego zbawiennych właściwościach dla naszego organizmu.
Truskawki są dziełem człowieka a nie przyrody. Nie ma ich dziko rosnących. Powstały w połowie XVII wieku ze skrzyżowania dwóch gatunków poziomek. Nie wiedziałam o tym, a może zapomniałam?
Najlepiej jeść je na surowo. Właściwości odżywcze i lecznicze truskawek są nie do przecenienia. Poleca się je reumatykom, cierpiącym na schorzenia wątroby a także nerek - są moczopędne. Działają dobroczynnie na serce, obniżają poziom cholesterolu i ciśnienie tętnicze. Są wskazane dla osób otyłych i z nadwagą. Stugramowa porcja zawiera zaledwie 28 kcal, można je zatem jadać bezkarnie. Zawarte w truskawkach minerały i witaminy korzystnie wpływają na włosy, a truskawkowa maseczka wygładza i nawilża cerę.  Ale żeby nie było tak pięknie, są bardzo uczulające, więc wrażliwsi muszą uważać.

Bardzo lubię makaron, swojej roboty koniecznie, z sosem truskawkowym. To moja ulubiona potrawa, kiedy ten owoc ma swój czas. A Wasza?