Kosztele mój smak dzieciństwa

Na straganie, gdzie kupowałam kolejną partię pomidorów do suszenia,  w skrzynkach czekały na ewentualnych klientów jabłka różnej maści. Zagadnęłam właściciela, czy nie ma chociaż jednej dawnej ich odmiany. Mam proszę pani kosztele, odpowiedział. Tak się z tej wiadomości ucieszyłam, że za chwilkę kilogram tych słodkich, niewielkich rozmiarów jabłek,  był już w moim niebieskim wózku.  

Te jabłka to smak mojego dzieciństwa. Pamiętam całe ich hałdy w specjalnym pomieszczeniu u sąsiadów. Jakiś  czas tam leżakowały, czekając na swój transport. Gdzie były wywożone nie wiem, albo nie już pamiętam. Kiedy się tam wchodziło, aby kosztować,/my dzieci mogliśmy jeść do woli a nawet zabierać do domu, jak mówiła mama mojej koleżanki, na później, aromat był tak uderzający, że przez dłuższą chwilę wciągaliśmy go w siebie, prawie krzycząc "ale zapach". Pamiętam to dokładnie, mimo tylu już lat, bo to jest jedno z wydarzeń, które bardzo przeżywałam, ciesząc się na te jabłka, bo u siebie ich nie mieliśmy.

Komentarze

  1. Tereniu, wiele dawnych odmian zniknęło z sadów i ze straganów...
    Moim wspomnieniem są antonówki, niby bywają na ryneczku, ale jakoś nie smakują tak, jak to pamiętam.
    Aż mi ślinka poleciała na samo wspomnienie.
    Samych smaczności Tereniu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antonówki też są moim wspomnieniem. Tak Asiu masz rację, jeśli chodzi o ich smak. Może powietrze już nie te, co kiedyś? Może rolnicy za dużo środków ochrony roślin używają?
      Dziękuję Asiu. :) .

      Usuń
  2. Oj smaku jest wiele,
    kiedy jem kosztele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiliśmy z nich sok
      Taki słodki, że szok.

      Usuń
  3. Też jadłam w dzieciństwie te jabłka ,babcia kiedy była na targu,zawsze przywoziła z dziadkiem kilka kilogramów tych pysznych jabłek i do tego malinówki::))))Nie jadłam ich już z 40 lat....a ze smakiem bym zjadła::))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu malinówki też ten pan ma, następnym razem zaproszę je do mojego domu.

      Usuń
  4. A moim smakiem z dzieciństwa jest smak jabłek o nazwie grabsztyny. Ciekawe, czy ktoś z Was je zna. Rosły w sadzie moich dziadków. Duże, soczyste, z pięknym ciemnoczerwonym, prążkowanym rumieńcem. Takich jabłek już nie ma...
    POzdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takiej nazwie nie słyszałam, ale wygląd coś mi przypomina. Może inaczej je nazywaliśmy?

      Usuń
  5. A mój smak dzieciństwa to papierówki. Te, które rosły w ogrodzie babci Broni.
    Ale to było już tak dawno temu, że aż trudno w to uwierzyć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je pamiętam i też mogę zaliczyć do mojego smaku dzieciństwa.
      Pozdrawiam. :) .

      Usuń
  6. Mój ulubiony smak z dzieciństwa to jabłko 🍎 o nazwie malinówka. Natomiast z mieszanymi uczuciami zawsze patrzyłam na szarą renetę, bo mało urodziwa 😉 ale jakże smaczna w szarlotce.
    Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinówki też pamiętam, też baaardzo je lubiłam. :) .
      Pozdrawiam. :) .

      Usuń
  7. Mój dziadek miał takie , nawet nie wiedziałam że tak się nazywają. A ja szukam smaku szarej renety, też z ogródka dziadka :) do dziś takich nie znalazłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je pamiętam, dobre do szarlotki.
      Pozdrawiam. :) .

      Usuń
  8. Nigdy nie lubiłam koszteli bo były słodkie, ale moja mam je kupowała i smakowała z wielkim apetytem.
    Rzecz smaku....
    Pozdrawiam Tereniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta słodycz rzeczywiście mogła przeszkadzać. Jolu zrobiliśmy sok, był baaaardzo słodki, mój mąż to aż wodą sobie rozcieńczył.
      Pozdrawiam Jolu. :) .

      Usuń
  9. Witaj.
    Nie znam się na jabłkach i ich odmianach. Ale je lubię.
    Pomidory lubię, a zielone się kisi... O suszonych nie miałem pojęcia.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suszone baaaardzo smaczne np. do kanapek. Z zielone kiedyś robiłam w zalewie octowej z dodatkiem cebuli. Pyszna taka sałatka. Słyszałam, że zielonych nie powinno jeść, bo coś tam zawierają nieprzyjaznego dla naszej zdrowotności.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. I teraz żałuje, że nikt nie nauczył mnie różnych gatunków, bo nawet nie wiedziałam o ich istnieniu, ja najbardziej lubie antonówki.


    "http://sharpeee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie antonówki już za kwaśne. No ale ja babcia jestem....... ;) . :) .

      Usuń
  11. Ja niestety jestem "anty jabłkowa". Jakoś tak mam od zawsze. Jeśli ich nie zblenderuję z innymi owocami, nie zjem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja odwrotnie, był czas, że dziennie około kilograma zjadałam.

      Usuń
    2. Ubolewam nad tą swoją niechęcią, ale...coś za coś i wychodzi to jednak na korzyść warzyw ;)

      Usuń
  12. Ach, zapachy owoców z dzieciństwa są jak bajki z tamtych czasów...
    Też lubiłam kosztele i doskonale pamiętam ten zapach unoszący się w domu, podczas jesienno-zimowych wieczorów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu to mamy podobne piękne wspomnienia. Takie pachnące i słodkie.

      Usuń
  13. Gdzieś tam na miedzy, pośród pól, rosła sobie kiedyś taka właśnie odmiana. Ciekawa jestem, czy jeszcze istnieje i rodzi te pyszne jabłuszka, które właśnie późną jesienią były najsłodsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego wynika, że istnieje, bo w przeciwnym wypadku bym się ponownie z nimi nie spotkała. :) .

      Usuń
  14. Też pamiętam smak koszteli. Najsłodsze na świecie. Ktoś mi kiedyś tłumaczył wyginięcie niektórych odmian: to były wysokopienne jabłonie, których dzisiaj już się nie sadzi. Teraz sady niziutkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Facebooku napisała mi pani, że posadzili drzewko właśnie kosztelowe i w pierwszym roku miała 4 owoce. Ciekawa jestem, co będzie dalej z owocowaniem?

      Usuń
  15. Ja w dzieciństwie objadałam się Lobo - teraz też nie tak prosto je kupić u nas. A kosztele to chyba znam tylko z nazwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lobo też królowały w moim domu, to wspomnienie moich synów. U nas też ich nie ma w sklepach, może na targu? Muszę zapytać, jak będę.

      Usuń
  16. dziękuje za wizytę u mnie. przekonam się osobiści jak jest naprawdę w tunelu aerodynamicznym.

    Lubiłem chodzić dawniej z Mama na bazar. U nas na Żoliborzu mówiło się TARG. Jabłek było bardzo dużo gatunków. Papierówki, Kosztele, Landzberskie, Malinówki, Lobo i wiele innych, których nie pamiętam. I też sporo było gatunków ziemniaków. Na przykład Amerykany i Irysy. Kapusta kiszona z kawałkami jabłek była super. Obowiązkowa z drewnianej beczki a nie z plastikowego wiaderka. Tak samo ogórki kiszone. mama miała stała panią ze straganem. nazywała się Pani Sadowska. Teraz handel jest ODHUMANIZOWANY.
    Pozdrowienia z Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też chodziliśmy i chodzimy na TARG. Wszystkie te gatunki, o których piszesz znam i pamiętam. Ogórki z beczki, nie raz wspominamy je z mężem. Kapusta kiszona też. To były prawdziwe smaki.
      Pozdrawiam. :) .

      Usuń
  17. Witaj w nowym miejscu Tereso. Gdzie te jabłka z naszych młodych lat :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odpuściłam kijki

Już 4 zjadłam